Las
Wielkie litery dziwnym słowem się stają.
Dziwne słowa wypowiadają. Milczenie zagłuszając.
Zadaje sobie jedno pytanie. Która jest godzina?
I przechadzam się po mieszkaniu z nadzieją,
Że znajdę coś co pomoże mi w zabiciu mojego szczęścia.
Jestem już tak zniesmaczony tymi różowymi kolorami.
Za słodko, za różowo i za kolorowo.
Gdzie są te czasy kiedy czerń królowała.
Kiedy to czarny kolor był sztandarem.
Rozglądam się teraz i same uśmiechnięte twarze.
Zadowolone resztkami.
Idę i spotykam na drodze jeża, który nie ucieka a wije się z radości.
Z radości że ktoś poznał. Że kogoś znalazł.
Że mógł ujrzeć coś więcej ni jeżeli źdźbła trawy.
Idę dalej i widzę jak jeleń się kłania.
Jak wiewiórki szepczą między sobą zdania.
Bobry zamiast gryźć konary, tańczą wokół drzew.
Ptaki wyobraźcie sobie krążą niczym sępy.
Jak korona dla całego parkowego lasu.